Japończycy nie mogli uwierzyć, że zbudował broń z części samolotu — dopóki nie zabił 20 z nich. P
Japończycy nie mogli uwierzyć, że zbudował broń z części samolotu — dopóki nie zabił 20 z nich
O godzinie 9:00 19 lutego 1945 roku kapral Tony Stein skulił się za płytkim zagłębieniem w czarnym wulkanicznym piasku Ewimy, ściskając broń, którą jego sierżant nazwał głupim pomysłem 3 miesiące wcześniej. 23 lata, sześć lotów bojowych, zero zestrzeleń konwencjonalnych. Japończycy ufortyfikowali każdy metr tej skały o powierzchni 8 mil kwadratowych, budując 11 mil połączonych tuneli, 17 000 obrońców i nakładając się na siebie pola ostrzału, które zamieniły plażę w pole bitwy. Stein był jednym z pierwszych ludzi z Kompanii A, Pierwszej.
Batalion 28. Pułku Piechoty Morskiej, aby zająć pozycję poza plażą. Wokół niego marines byli przygwożdżeni przez skoncentrowany ogień karabinów maszynowych i moździerzy z zamaskowanych schronów, których nie mogli dostrzec. Do południa 5. Dywizja Piechoty Morskiej straciła już 43 ludzi. Martwi marines leżeli rozrzuceni po tarasowej plaży, ich ciała powykręcane w wulkanicznym popiele.
Standardowe karabiny maszynowe Browning M1919 były skuteczne, ale ważyły 14 kg (31 funtów) bez amunicji i strzelały 400 pociskami na minutę. Dobre do obrony, fatalne do szturmu. Stein znał ten problem od miesięcy. W listopadzie 1944 roku w Camp Terawa na Hawajach obserwował zmagania obsługi karabinów maszynowych podczas ćwiczeń.
Artylerzyści nie mogli nadążyć za nacierającym plutonem strzelców. Rozstawiali się, strzelali, a potem przez kilka minut rozbijali szyki i posuwali się naprzód. W tym czasie impet opadł. Tony Stein był wytwórcą narzędzi. Urodził się w Dayton w stanie Ohio w rodzinie austriackich żydowskich imigrantów, którzy uciekli przed antysemityzmem w Europie Wschodniej.
Lata nastoletnie spędził pracując na tokarce w Patterson Field, a następnie jako narzędziowiec w Delo Products. Znał się na maszynach. Wiedział, co potrafią, a czego nie. Kiedy wstąpił do Paramarines we wrześniu 1942 roku, ten mechaniczny umysł towarzyszył mu na Bugenville. W ciągu jednego dnia zabił pięciu japońskich snajperów. Ale to jego umiejętność modyfikowania sprzętu przykuła uwagę sierżanta Mela Grevicha.

Grevich eksperymentował z czymś nietypowym podczas kampanii Buganville w 1943 roku. Wydobył karabin maszynowy ANM2 z rozbitego bombowca nurkującego Douglas SBD Dauntless. ANM2 został zaprojektowany do walki powietrznej. Ważył zaledwie 9,5 kg (21 funtów), czyli o 4,5 kg mniej niż M1919.
Co ważniejsze, mógł wystrzelić od 1200 do 500 pocisków na minutę, trzy razy szybciej. Ale był pewien problem. AN&M2 miał chwyty łopatkowe przeznaczone do montażu na samolotach. Brakowało kolby, celownika, uniemożliwiało pojedynczemu marinesowi noszenie go i celne strzelanie podczas natarcia. Kiedy Grevich zbliżył się do Steina w listopadzie 1944 roku, paramaranty zostały właśnie rozwiązane. Obaj zostali przeniesieni do 28. Pułku Piechoty Morskiej, Piątej Dywizji Piechoty Morskiej.
Przygotowywali się do operacji, której dowództwo nie chciało jeszcze nazwać, ale wszyscy wiedzieli, że będzie brzydko. Grevich pokazał Steinowi karabin M2. Stein dostrzegł potencjał. Pracowali nocą w warsztacie konserwacyjnym. Stein wyciął kolbę karabinu M1 Grand, wydrążając ją, aby pomieścić lufę kolby karabinu maszynowego.
Zbudował elektromagnesowy mechanizm spustowy ze skrawków blachy. Gravich przyspawał do przodu dwójnóg karabinu automatycznego Browning. Dodali szczerbinki BAR do celowania. Rezultatem była prymitywna broń o wadze 25 funtów (ok. 11 kg), zasilana 100-nabojowym magazynkiem amunicji, która mogła opróżnić magazynek w 5 sekund ciągłego ognia. Nazwali ją Stinger.
Stein zbudował sześć z nich, po jednym dla każdego z trzech plutonów strzelców Kompanii G, jeden dla sekcji saperskiej, jeden dla Grevicha i jeden dla siebie. Reakcje innych marines były mieszane. Niektórzy nazwali to genialnym. Inni nazwali to śmiertelną pułapką. Jeden sierżant spojrzał na improwizowaną broń i powiedział, że zatnie się po pierwszej serii. Inny stwierdził, że cienka lufa stopi się po dwóch magazynkach.
Dowódca plutonu z drugiego batalionu powiedział, że tylko idiota wniósłby karabin lotniczy do walki piechoty. Ale kiedy Stein strzelił testowo na strzelnicy, opróżniając całe pudełko nabojów do celu z odległości 200 jardów (ok. 180 m) w niecałe 6 sekund, sceptycy ucichli. Dowódcy kompanii zatwierdzili. Batalion zatwierdził. Stinger ruszył na wojnę. Teraz, na plaży w Eoima, Stein zacisnął mocniej dłoń na broni. Lufa Stingera była już ciepła.
Wokół niego marines ginęli, bo nie mogli zlokalizować ukrytych pozycji japońskich. Standardową procedurą było wezwanie czołgów lub ostrzału artyleryjskiego, ale czołgi ugrzęzły w miękkim pyle wulkanicznym, a pociski morskie nie mogły trafić w to, czego nie widziały. Stein podjął decyzję.
Jeśli chcesz zobaczyć, jak działko Steina sprawdziło się w chaosie Ewimy, kliknij „Lubię to”. Dzięki temu będziemy mogli dzielić się zapomnianymi historiami z Pacyfiku. Subskrybuj, jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś. Wracając do Steina. Stał wyprostowany na środku plaży, gdzie japońscy karabinierzy maszynowi mieli nakładające się pola ostrzału.
Kapral Tony Stein odsłonił się, by zwrócić uwagę wroga. Potrzebował ich, by ujawnić swoje pozycje. Musiał zobaczyć błyski wylotowe. Kule świsnęły mu koło głowy. Pociski moździerzowe eksplodowały w pobliskim popiele. I wtedy Stein to zobaczył. Schron bojowy 75 jardów na północny zachód, zakamuflowany skałą wulkaniczną i piaskiem. Lufa ciężkiego karabinu maszynowego typu 92 wystawała zaledwie kilka centymetrów.
Stein opuścił żądło, wycelował i nacisnął spust elektromagnetyczny. Broń ryknęła z rykiem, strzelając 12 200 pociskami na minutę. Schron rozpadł się pod rozdarciem pocisków kalibru 30. 1200 pocisków na minutę roztrzaskało wulkaniczną skałę w workach z piaskiem. Typ 92 zamilkł. Przez kurz i dym Stein dostrzegł ruch wewnątrz stanowiska. Potem nic.
Przeniósł cel na drugi schron, 40 jardów na lewo. Kolejna seria. 5 sekund ciągłego ognia. Betonowa konstrukcja pochłonęła kilka pocisków, ale siła ognia była przytłaczająca. Obsługa japońskiego karabinu maszynowego w środku przestała strzelać. Wokół Steina marines zaczęli się przemieszczać.
Widząc, że pozycja wroga została stłumiona, strzelcy wyszli z płytkich zagłębień w piasku. Sierżanci wykrzykiwali rozkazy. Natarcie znów ruszyło. Stein zaatakował pierwszy schron. Stinger był lżejszy od standardowego M1919 i mógł nim biec. Dotarł na miejsce w kilka sekund. Wewnątrz leżało trzech martwych japońskich żołnierzy. Szybkostrzelność 1200 pocisków na minutę po prostu przebiła wszystko.
Przeszedł do drugiego schronu. Ten sam rezultat. Dwóch wrogich żołnierzy padło. Pozycja zniszczona. Ale wtedy Stein poczuł, jak żądło staje się lekkie w jego dłoniach. Skrzynka z amunicją była pusta. 100 naboi wystrzelonych w mniej niż 10 sekund od uruchomienia. Przewidywał ten problem podczas treningu na Hawajach, ale doświadczenie go w walce było inne. Żądło było druzgocące.
Był też niemożliwie głodny. Stein spojrzał w stronę plaży. 200 jardów. Punkt uzupełniania amunicji znajdował się blisko linii wodnej, gdzie barki desantowe wciąż rozładowywały zapasy pod sporadycznym ostrzałem moździerzowym. Musiałby przejść przez otwarty teren, całkowicie odsłonięty, aby zdobyć więcej amunicji kalibru 30. Zaczął biec. Wulkaniczny piasek utrudniał każdy krok.
To nie był normalny piasek. Popiół był luźny, tarasowaty i zapadał się pod stopami. Marines nazywali to „przechodzeniem przez łożyska kulkowe”. Buty Steina zapadały się trzy razy przy każdym kroku. W połowie drogi do plaży minął rannego marinesa. Starszy szeregowy z drugiego plutonu ranny w lewą nogę od odłamka.
Mężczyzna był przytomny, ale nie mógł chodzić. Stein złapał go, przerzucił sobie przez ramię i biegł dalej. Marines ważył 72 kilogramy. Stinger ważył 10 kilogramów. Plecak bojowy Steina dodał kolejne 14 kilogramów. Niósł ponad 98 kilogramów przez popiół wulkaniczny, podczas gdy japońskie moździerze osłaniały plażę. Dotarł do punktu zaopatrzenia o 9:45. Corman zabrał rannego marinesa.
Stein chwycił cztery skrzynki z amunicją, każda zawierająca 100 nabojów kalibru 30. Wsadził dwa pudełka do plecaka, niósł po jednym w każdej ręce i zawrócił w stronę pozycji swojego plutonu. Droga powrotna zajęła 3 minuty. Japońscy snajperzy zaczęli namierzać marines przemieszczających się między plażą a pozycjami wysuniętymi.
Kule wzbijały czarny popiół wokół butów Steina. Pocisk moździerzowy eksplodował 30 jardów na prawo od niego, rozrzucając wulkaniczne skały i odłamki. Nie zatrzymał się. Gdy dotarł do pozycji kompanii A, jego sierżant plutonu wskazał na trzeci schron. Ten był większy, żelbetowy, z lekkim karabinem maszynowym Typ 96 osłaniającym podejście do lotniska.
Dwa poprzednie ataki zakończyły się niepowodzeniem. Czterech marines zginęło przed nim. Stein załadował nową skrzynkę z amunicją do Stingera. Sprawdził podajnik taśmowy. Broń była już rozgrzana po poprzednim starciu, ale cienka lufa samolotu mogła pomieścić więcej. Wstał i samotnie ruszył na schron. Typ 96 natychmiast otworzył ogień.
Pociski przelatywały obok głowy i klatki piersiowej Steina. Szedł dalej, z żądłem przy ramieniu. Z odległości 45 metrów otworzył ogień. Szybkostrzelność broni była tak duża, że japoński strzelec nie nadążał z celowaniem. Pociski Steina trafiły w lukę strzelniczą. Działo wroga zamilkło. Przebiegł ostatnie 18 metrów i wrzucił granat przez otwór.
Eksplozja zabiła trzyosobową załogę. Stein odwrócił się, żeby przeładować. Skrzynka z amunicją znów była pusta. Walczył już od 46 minut i wystrzelił już 300 pocisków. Stinger udowadniał swoją wartość, ale problem logistyczny stawał się coraz bardziej oczywisty. Ta broń mogła obezwładniać i niszczyć pozycje wroga szybciej niż jakikolwiek standardowy karabin maszynowy, ale wymagała ciągłego uzupełniania zapasów.
Rozpoczął drugi bieg na plażę. Tym razem po drodze znalazł dwóch rannych marines. Jeden miał ranę klatki piersiowej. Drugi stracił część prawej dłoni od odłamków. Stein nie mógł nieść obu. Najpierw wziął rannego w klatce piersiowej, zaniósł go do żandarmerii, zebrał więcej amunicji i po raz trzeci udał się specjalnie po drugiego rannego.
Do 10:30 Stein odbył cztery kursy na plażę i z powrotem. Za każdym razem niósł rannego marinesa w bezpieczne miejsce. Za każdym razem wracał z amunicją. Jego pluton posunął się 200 jardów w głąb lądu. Zniszczyli siedem pozycji wroga. Stein osobiście zabił co najmniej 15 japońskich żołnierzy. Ale żądło było uszkodzone. Lufa była przebarwiona od gorąca.
Elektrozawór zaczynał się zacinać, a buty Steina rozpadały się od pyłu wulkanicznego i ciągłego biegu. Spojrzał na swoje stopy. Podeszwy były prawie bez śladu. Skóra była popękana i podarta. Bieganie w nich stawało się coraz bardziej bolesne. Każdy krok powodował ostry ból w podbiciu. Stein podjął decyzję. Rozwiązał buty i zrzucił je boso w pył wulkaniczny.
Decyzja wydawała się szalona, ale Stein rozumiał matematykę. Liczyła się każda sekunda. Jego buty zwiększały tarcie i spowalniały go. Popiół był szorstki, ale nie nieznośnie gorący w zacienionych miejscach. Mógł biec szybciej bez nich. Zdjął też hełm. Stalowy garnek M1 ważył 2,5 kg.
Niewiele, ale w połączeniu z butami pozbywał się prawie 2,5 kg sprzętu. 2,5 kg, które pozwalało mu szybciej przemieszczać się między plażą a plutonem. Piąty bieg na plażę zajął mu 2 minuty i 40 sekund. Boso mógł w końcu złapać przyczepność w luźnym wulkanicznym piasku. Jego stopy zapadały się w popiół, ale bez sztywnych podeszew butów mógł wyczuć teren i skorygować krok. To było bolesne.
Popiół był szorstki, jak po potłuczonym szkle, ale szybszy. Po drodze złapał kolejnego rannego marinesa, odłamek trafił go w brzuch. Mężczyzna był nieprzytomny. Stein przerzucił go przez ramię, zaniósł do wozu, załadował amunicję i pobiegł z powrotem na pozycję kompanii A. Do godziny 11:00 Stein odbył sześć kursów na plażę.
Przeniósł sześciu rannych marines w bezpieczne miejsce. Przywiózł 600 sztuk amunicji i osobiście zniszczył pięć kolejnych pozycji wroga. Jego pluton zbliżył się na 300 jardów (ok. 270 m) od plaży. Zbliżali się do pierwszego lotniska. Japoński opór narastał.
Wróg zbudował sieć obronną z bunkrów, tuneli i podziemnych bunkrów połączonych tunelami. Gdy jedna pozycja została zniszczona, żołnierze wychodzili z innej i kontynuowali ostrzał. Stinger był jedyną bronią w kompanii A, która mogła prowadzić ogień o wystarczającej sile, by jednocześnie stłumić ogień z kilku pozycji. Kiedy Stein otworzył ogień do jednego bunkra, sam odgłos 1200 strzałów na minutę wystarczył, by zawahać się przed sąsiednimi pozycjami.
To wahanie dało strzelcom czas na natarcie i rzucenie granatów. Broń jednak ulegała uszkodzeniu. Lufa wyraźnie się żarzyła po ciągłym ostrzale. Cienka stal klasy lotniczej nie została zaprojektowana do długotrwałej walki naziemnej. Została zbudowana tak, aby chłodzić ją strumieniami powietrza o prędkości 300 mil na godzinę podczas bombardowań nurkowych. Na ziemi nie było przepływu powietrza, tylko ciepło.
Mechanizm spustowy z elektromagnesem również był w opłakanym stanie. Stein wykonał go z blachy na Hawajach i choć działał, nie był tak niezawodny jak fabryczny mechanizm spustowy. Czasami się zacinał. Czasami odpalał jeden nabój, gdy chciał serię. Musiał go stuknąć dłonią, żeby go zresetować.
Pomimo problemów mechanicznych, stinger pozostał skuteczny. O 11:20 pluton Steina natknął się na wzmocnioną pozycję japońską, która powstrzymała natarcie dwóch innych kompanii. Był to betonowy bunkier z trzema otworami strzeleckimi, rozmieszczonymi w celu osłony podejścia do lotniska numer jeden. Wewnątrz znajdowało się wiele lekkich karabinów maszynowych Typ 96, których pola ostrzału nakładały się na siebie.
Dwa niszczyciele czołgów próbowały go zniszczyć. Oba zostały trafione przez ukryte działa przeciwpancerne kal. 47 mm i wycofały się. Wezwano nalot, ale bomby chybiły o 50 jardów. Bunkier pozostał sprawny. Stein zbadał pozycję. Otwory strzelnicze były wąskie, może 20 cm szerokości i 10 cm wysokości – trudne cele, ale szybkostrzelność Stingera oznaczała, że gdyby wycelował w otwór i nacisnął spust, statystycznie kilka pocisków by przebiło. Posuwał się naprzód sam.
50 jardów od bunkra padł na ziemię i otworzył ogień. Stinger opróżnił magazynek ze 100 nabojami w 7 sekund. Z tej odległości przez otwory strzelnicze przeszło co najmniej 30 pocisków. Japońskie działa w środku zamilkły. Stein przeładował i zaatakował bunkier. Rzucił granaty przez otwory. Eksplozje zabiły pięcioosobową załogę.
Kompania A wznowiła natarcie. Jego siódmy wypad na plażę nastąpił o 11:50. Tym razem niósł żołnierza piechoty morskiej, który stracił obie nogi poniżej kolan na minie. Mężczyzna był wciąż przytomny i krzyczał. Stein przebiegł całe 200 jardów, podczas gdy żołnierz krwawił na swój mundur. Komandor powiedział później, że gdyby Stein był wolniejszy o 30 sekund, żołnierz zmarłby z powodu utraty krwi.
W drodze powrotnej Stein natknął się na coś nieoczekiwanego. Kolejny marine niosący paralizator. To był jeden z pozostałych strzelców Gravicha z Kompanii G. Broń tego człowieka zacięła się na stałe po przegrzaniu. Lufa się wypaczyła. Niósł ją z powrotem na plażę, żeby sprawdzić, czy rusznikarz będzie w stanie ją naprawić.
Stein spojrzał na swoją paralizator. Lufa była fioletowa od gorąca. Drewniane okucia na głównej kolbie zaczynały się przypalać. Dwójnóg był luźny, ale i tak strzelał. O 12:30 odbył ósmy wypad na plażę. Kolejny ranny marine. Kolejny ładunek amunicji. W tym czasie inni marines zaczęli zauważać bosego kaprala, który wielokrotnie biegał pod ostrzałem. Niektórzy uważali go za szaleńca.
Inni uważali go za najodważniejszego człowieka na Evil Gima. Stein nie myślał o odwadze. Myślał o matematyce. Jego pluton potrzebował amunicji. Ranni żołnierze musieli się ewakuować. Był szybszy bez butów. Stinger dawał mu siłę ognia, pozwalającą mu tłumić pozycje w ruchu.
Wszystko inne było tylko egzekucją. Ale podczas ósmej podróży powrotnej coś się zmieniło. Japoński snajper zajął pozycję obserwującą szlak zaopatrzeniowy. Gdy Stein biegł z powrotem w kierunku kompanii A z czterema skrzynkami z amunicją, pocisk przeleciał obok jego głowy. Blisko, może 15 centymetrów. Upadł płasko w wulkaniczny popiół. Żądło wylądowało obok niego.
Po raz pierwszy tego dnia Tony Stein został przygwożdżony. Snajper był dobry. Stein nie widział pozycji, ale kąt strzału wskazywał, że znajdował się on gdzieś na linii grzbietu, 200 jardów na wschód, prawdopodobnie w jamie pajęczej lub za skałą wulkaniczną. Japończycy dobrze wyszkolili swoich snajperów. Cierpliwość, dyscyplina, gotowość do czekania godzinami na pojedynczy cel o wysokiej wartości V, a także marines wielokrotnie przemieszczający się po otwartym terenie, zdecydowanie były wartościowe.
Stein leżał nieruchomo przez 30 sekund. Kontrolował oddech. Snajper miał wypatrywać ruchu. Jakiegokolwiek ruchu. Popiół wulkaniczny wokół pozycji Steina nie ukazywał żadnej osłony. Tylko płaski, otwarty teren między plażą a wysuniętymi pozycjami. Kolejny strzał huknął nad głową. Snajper strzelał tam, gdzie był Stein, a nie tam, gdzie on sam się znajdował. Oznaczało to, że strzelec nie ustalił jeszcze jego dokładnej lokalizacji.
Stein miał może 10 sekund, zanim snajper się dostosował. Obrócił się w lewo, chwycił za żądło i ruszył biegiem. Nie w kierunku swojego plutonu, lecz w kierunku snajpera. Matematyka była prosta. Bieganie prostopadle do linii wzroku snajpera uczyniłoby go trudniejszym celem niż ucieczka.
Gdyby udało mu się zmniejszyć dystans, szybkostrzelność Stingera przewyższyłaby szybkostrzelność karabinu powtarzalnego. Jeszcze trzy strzały, wszystkie chybione. Stein biegł teraz sprintem, boso przez wulkaniczny popiół, z Stingerem w dłoniach, a w plecaku podskakiwały pudełka z amunicją. Z odległości 145 metrów dostrzegł ruch. Postać w jaskini częściowo ukrytej za wulkaniczną skałą. Stein uklęknął na jedno kolano i otworzył ogień. Stinger ryknął.
1200 pocisków na minutę rozrywało skałę i otaczający teren. Pozycja snajpera rozpadła się. Kiedy skrzynia z amunicją się opróżniła, nie było już ognia. Stein przeładował i ostrożnie podszedł do pozycji. Snajper był martwy. Karabin typu 97 leżał obok niego. Stein zajął lunetę karabinu i ruszył w kierunku kompanii A.
Kiedy dotarł do swojego plutonu o godzinie 13:00, sytuacja uległa pogorszeniu. Kompania A została unieruchomiona przez kompleks umocnień, w tym co najmniej osiem schronów bojowych ustawionych w półkole, na zazębiających się polach ostrzału. Każdy żołnierz piechoty morskiej, który się podniósł, był natychmiast atakowany z wielu pozycji. W ciągu ostatnich 20 minut kompania poniosła straty w wysokości 12 żołnierzy, próbując nacierać.
Dowódca kompanii wezwał wsparcie czołgów, ale czołgi M4 Sherman nadal ugrzęzły w pobliżu plaży. Popiół wulkaniczny był zbyt miękki. Czołgi traciły gąsienice lub grzęzły. Wsparcie artyleryjskie było ograniczone, ponieważ wysunięci obserwatorzy nie mieli wyraźnego pola widzenia do pozycji wroga. Stein przesunął się na najbardziej wysuniętą pozycję i ocenił sytuację.
Osiem schronów utworzyło łuk około 100 jardów przed nami. Japońscy żołnierze również przemieszczali się przez okopy łączące pozycje. Nie była to zwykła obrona statyczna. To był skoordynowany system. Przewagą Stingera była siła ognia. Stein obliczył, że gdyby udało mu się jednocześnie stłumić kilka pozycji, strzelcy mogliby nacierać pod tym tłumikiem, ale wymagałoby to ponownego odsłonięcia się.
Wstał i otworzył ogień do lewego bunkra. Pięciosekundowa seria, 100 pocisków. Na stanowisku zapadła cisza. Przeniósł cel na kolejny bunkier. Kolejna seria. Cisza. Metodycznie przedzierał się przez arkę, tłumiąc kolejno każdą pozycję. Japońscy żołnierze w okopach zaczęli do niego strzelać.
Karabiny Typ 99, lekkie karabiny maszynowe Typ 96. Kule wzbijały popiół pod jego stopy. Jeden pocisk trafił w lufę Stingera z metalicznym brzękiem. Broń strzelała dalej. Stein opróżnił skrzynkę z amunicją i padł płasko, aby przeładować. Podczas gdy przeładowywał, strzelcy z kompanii A posunęli się o 50 jardów. Kiedy Stein wstał i wznowił ogień, posunęli się o kolejne 50 jardów.

Koordynacja była instynktowna. Nie potrzeba było żadnych rozkazów. Marines rozumieli, że gdy Stinger strzelał, mogli się ruszyć. Do 13:30 Kompania A przebiła się przez arkę obronną. Pięć z ośmiu schronów zostało zniszczonych. Pozostałe trzy zostały opuszczone. Potwierdzono śmierć 17 japońskich żołnierzy.
Kompania A straciła kolejnych trzech marines, ale natarcie trwało. Stinger Steina był teraz krytycznie uszkodzony. Lufa była lekko wygięta od uderzenia pocisku. Dwójnóg całkowicie się złamał. Kolba karabinu Garand była zwęglona na czarno, ale nadal strzelała. O 13:45, podczas szturmu na szósty bunkier, wydarzyło się coś, na co Stein się przygotowywał, ale miał nadzieję, że nigdy nie nastąpi.
Strzelał długą serią, gdy japoński karabin maszynowy typu 96 trafił bezpośrednio w żądło. Uderzenie było gwałtowne. Broń wyrwała się Steinowi z rąk i odrzuciła 1,8 metra do tyłu, w popiół wulkaniczny. Stein schował się za niskim grzbietem skalnym. Był teraz nieuzbrojony.
Stinger leżał na otwartym terenie między jego pozycją a aktywnym bunkrem wroga. Japońscy żołnierze widzieli, jak upada. Wiedzieli, że jest rozbrojony. Czekali, aż spróbuje go odzyskać. Stein spojrzał na broń leżącą w popiele. Z lufy dymiło. Widział, że mechanizm taśmowy jest uszkodzony.
Nawet gdyby go odzyskał, żądło mogłoby nie wystrzelić. Ale nosił tę broń przez osiem wypraw na plażę. Użył jej do zniszczenia ponad 15 pozycji wroga. Utrzymała przy życiu jego pluton. Stein przygotował się do wybiegnięcia na otwartą przestrzeń i odzyskania jej. Pobiegł na otwartą przestrzeń. Japoński karabin maszynowy natychmiast otworzył ogień. Pocisk przeleciał obok jego głowy i tułowia.
Stein biegł zygzakiem, czyniąc się trudniejszym celem. Trzy sekundy na dotarcie do stingera. Złapał go, przetoczył się za kolejny grzbiet i sprawdził broń. Taśma podająca była zacięta. Pocisk uderzył w mechanizm podający i wygiął prowadnicę. Stein wyciągnął uszkodzoną taśmę, udrożnił zacięcie palcami i załadował nową skrzynkę z amunicją. Broń podawała prawidłowo.
Oddał serię próbną trzech pocisków. Udało się. Wstał i opróżnił cały magazynek do schronu, który wystrzelił mu z rąk żądło. 100 pocisków w 7 sekund. Pozycja została zrównana z ziemią. Typ 96, który omal go nie zabił, zamilkł na zawsze. Stein przeładował i kontynuował natarcie. Do godziny 14:00 Kompania A posunęła się 400 jardów od plaży.
Zniszczyli 23 pozycje wroga. Stein osobiście uwzględnił co najmniej 12 z nich. Jego bose biegi na plażę uratowały życie dziewięciu rannym marines. A Stinger, pomimo ostrzału, przegrzania i uszkodzenia mechanicznego, nadal strzelał. Jednak stan broni był krytyczny. Lufa była teraz widocznie wygięta. Szybkostrzelność spadła do około 900 strzałów na minutę.
Spust elektromagnetyczny strzelał seriami po 3 do 5 pocisków, nawet gdy Stein chciał prowadzić ogień ciągły, a drewniana kolba była tak zwęglona, że zaczynała się kruszyć. O 14:30, podczas szturmu na ufortyfikowany system okopów, stinger został ponownie trafiony. Tym razem pocisk z karabinu typu 99 trafił w komorę zamkową. Uderzenie po raz drugi wytrąciło broń z rąk Steina.
Wylądował 3 metry dalej w kraterze po pocisku. Stein był teraz całkowicie odsłonięty. Bez osłony, bez broni. Japońscy żołnierze w okopie strzelali do niego z karabinów i granatów. Widział co najmniej sześciu wrogich żołnierzy. Pobiegł w stronę stingera. Granat eksplodował 5 metrów za nim, rozrzucając popiół wulkaniczny i odłamki.
Odłamki trafiły go w lewą nogę i plecy. Drobne rany, bolesne, ale nie powodujące utraty przytomności. Chwycił żądło i zanurkował w krater. Komora zamkowa miała głęboką rysę w miejscu, gdzie trafiła kula. Stein ręcznie nastawił zamek. Był sztywny, ale działał. Załadował nowy pas, wycelował w okop i strzelił. Żądło ledwo działało.
Szybkostrzelność spadła do około 600 strzałów na minutę, czyli połowy pierwotnej wartości. Ale 600 strzałów na minutę nadal było szybsze niż cokolwiek innego na polu bitwy. Stein osłaniał okopy, podczas gdy strzelcy nacierali granatami. Pozycja została oczyszczona. Sześciu japońskich żołnierzy zginęło. Kompania A kontynuowała natarcie.
Do godziny 15:00 Stein odbył ósmy kurs na plażę i z powrotem. Wystrzelił ponad 2000 pocisków. W każdym powrocie niósł rannych marines. Stopy miał krwawiące od biegania boso po pyle wulkanicznym. Mundur przesiąknięty był potem i krwią rannych, których niósł. A paralizator ledwo funkcjonował. Lufa broni była wygięta pod kątem 5°.
Kolba była utrzymywana w całości dzięki tarciu i nadziei. Spust elektromagnetyczny strzelał losowo. Czasem jeden nabój, czasem pięć, czasem nic. Stein musiał ręcznie przełączać zamek między seriami. Ale kompania A osiągnęła swój cel. Znajdowali się u podnóża góry Surabachi, wulkanicznego szczytu górującego nad południowym krańcem góry, wznoszącego się na wysokość 550 stóp nad poziomem morza.
Japońscy obserwatorzy na szczycie widzieli wszystkie amerykańskie pozycje na plaży. Obserwatorzy artyleryjscy kierowali ogniem z wysokości. Góra musiała zostać zdobyta. O godzinie 17:00 pluton Steina otrzymał rozkaz utworzenia obwodu obronnego i utrzymania pozycji przez noc. Atak na Surabachi miał rozpocząć się następnego ranka. Na razie kompania A musiała skonsolidować siły, uzupełnić zapasy i przygotować się do kontrataków.
Stein w końcu miał czas, by ocenić swój stan. Jego stopy były poszarpane i krwawiły. Pył wulkaniczny wniknął w każdą ranę, zamieniając ją w zakażone rany. Miał odłamki szrapnela w lewej łydce i dolnej części pleców. Drobne rany, ale będą wymagały leczenia.
Jego dłonie były pokryte pęcherzami od noszenia gorącego żądła i był wyczerpany. Walczył bez przerwy od 8 godzin. Przebiegł w sumie około 3 mil w ciągu tych ośmiu wypraw na plażę, niosąc rannych, amunicję, pod ostrzałem, boso. Żądło leżało obok niego w polu walki. Broń była zniszczona. Lufa wymagała wymiany. Komora zamkowa była uszkodzona. Kolba była spalona.
Mechanizm spustowy był zawodny. Ale spełnił swoje zadanie. Dotrzymał towarzystwa A, idąc naprzód, gdy konwencjonalna broń zostawiłaby ich przygwożdżonych na plaży. Inni marines zaczęli nazywać go bosonogim kapralem. Niektórzy uważali go za szaleńca. Inni nazywali go najodważniejszym człowiekiem, jakiego kiedykolwiek widzieli. Steina nie obchodziła żadna z tych ocen.
Zrobił to, co trzeba było zrobić. Matematyka była prosta. Jego pluton potrzebował wsparcia ogniowego. Stinger je zapewnił. Wszystko inne było nieistotne. Tej nocy, gdy Stein próbował spać w swoim okopie bojowym, japońscy infiltratorzy zaczęli sondować granice Kompanii A. Małe grupy, po dwóch lub trzech żołnierzy, testowały obronę, szukając słabych punktów. Stein chwycił Stingera.
Pomimo uszkodzeń, wciąż miał jedną przewagę: siłę ognia. Kiedy japoński żołnierz pojawił się 30 jardów od jego pozycji, Stein oddał serię. Broń zadziałała. Infiltrator zginął o świcie 20 lutego. Stein nie spał od 22 godzin. Atak na górę Surabachi rozpoczął się o 8:00. Kompania A wraz z resztą 28. Pułku Piechoty Morskiej rozpoczęła wspinaczkę na zbocza wulkanu. Teren był trudny.
Luźny popiół, brak roślinności, odsłonięte grzbiety, z których japońscy obserwatorzy mogli obserwować każdy ruch. Wróg ufortyfikował górę, budując ponad 60 schronów, bunkrów i jaskiń. Każde podejście było osłonięte zazębiającymi się polami ostrzału. Japońscy żołnierze spędzili miesiące na przygotowywaniu tych umocnień. Gromadzili amunicję, żywność i wodę w górskim systemie tuttle.
Zamierzali zmusić Amerykanów do zapłaty za każdy jard. Stein wniósł Stingera na górę. Rusznikarz pracował nad nim całą noc, wymieniając najbardziej uszkodzone części. Lufa nadal była wygięta, ale zainstalowano nowy mechanizm podawania taśmy. Spust elektromagnetyczny był bardziej niezawodny. Broń strzelała, ale nie była już tak niszczycielską bronią jak kiedyś.
19 lutego o godzinie 9:30 Kompania A natknęła się na umocniony kompleks bunkrów w połowie wysokości południowego zbocza. Cztery betonowe bunkry połączone okopami. Liczne stanowiska karabinów maszynowych. Obsługa moździerzy prowadziła ogień z ukrytych okopów. Natarcie 28. Pułku Piechoty Morskiej utknęło w martwym punkcie. Stein ruszył naprzód z działem Stinger. Zidentyfikował główny bunkier i otworzył ogień.
Uszkodzona lufa oznaczała spadek celności broni, ale na bliskim dystansie siła ognia nadal miała znaczenie. Utrzymał pozycję na tyle długo, by oddziały saperskie mogły ruszyć do przodu z ładunkami wybuchowymi. Bunkier został zniszczony. Kompania A posunęła się o kolejne 45 metrów. O 10:15 szczęście się odmieniło.
Japoński granat wylądował 90 cm od jego pozycji. Zobaczył go. Próbował się ruszyć. Granat eksplodował, zanim zdążył się oddalić. Odłamki trafiły go w prawą rękę, prawą nogę i tułów. Miał liczne rany, żadna nie była od razu śmiertelna, ale obficie krwawił. Corman dotarł do niego w ciągu kilku minut. Opatrzyli rany i wezwali ewakuację.
Stein odmówił. Jego pluton wciąż walczył. Stinger był nadal potrzebny. Kontynuował walkę. Przez kolejne dwie godziny Stein udzielał wsparcia ogniowego, krwawiąc przez bandaże. Stinger nadal działał, pomimo ciężkich obrażeń. Za każdym razem, gdy schron otwierał ogień do nacierających marines, Stein go tłumił.
Za każdym razem, gdy japońscy żołnierze pojawiali się w okopach, rozwalał ich seriami. Ale do 12:30 rany Steina się pogorszyły. Stracił znaczną ilość krwi. Zaczynał tracić wzrok. Jego pole widzenia się zwężało. Corman powiedział mu, że musi się natychmiast ewakuować, bo inaczej zginie w górach. Tym razem Stein się nie sprzeciwił.
Przekazał żądło innemu marinesowi ze swojego oddziału i pozwolił Cormanowi znieść je z góry na plażę. Stamtąd został załadowany na barkę desantową i przetransportowany na statek szpitalny zakotwiczony na morzu. 21 lutego, podczas gdy Stein dochodził do siebie na statku szpitalnym, 28. Pułk Piechoty Morskiej kontynuował szturm na górę Surabachi. Walki były zaciekłe. Każdą jaskinię trzeba było oczyścić miotaczami ognia i materiałami wybuchowymi. Każdy okop trzeba było zdobyć w walce wręcz.
Japońscy żołnierze walczyli na śmierć i życie, zamiast się poddać. 23 lutego o godzinie 10:20 rano patrol Kompanii E dotarł na szczyt góry Surabbachi. Podnieśli małą amerykańską flagę. Fotograf Joe Rosenthal uchwycił ten moment. Później tego samego popołudnia podniesiono większą flagę. Rosenthal również ją sfotografował.
Zdjęcie stało się najbardziej kultową fotografią wojny na Pacyfiku. Stein nie był obecny podczas podniesienia flagi. Przebywał na statku szpitalnym, gdzie otrzymywał pomoc medyczną. Lekarze usunęli odłamki z jego ramienia, nogi i tułowia. Opatrzyli utratę krwi i infekcję. Powiedzieli mu, że zostanie wysłany do szpitala na tyłach na Hawajach lub prawdopodobnie z powrotem do Stanów Zjednoczonych.
Jego wojna dobiegła końca. Ale 25 lutego do statku szpitalnego dotarła wiadomość, która uderzyła Steina mocniej niż jakikolwiek granat. Piąta Dywizja Piechoty Morskiej ruszyła na północ z Surabachi, w kierunku centrum wyspy. Atakowali pozycję oznaczoną Wzgórzem 362A. Walki były brutalne. 28. Dywizja Piechoty Morskiej poniosła katastrofalne straty.
Kompania A straciła 30% swojego stanu w ciągu dwóch dni. Sierżant plutonu Steina nie żył. Dowódca jego drużyny nie żył. Marines, z którymi szkolił się na Hawajach, umierali na bezimiennym wzgórzu w centrum Ewimy. 26 lutego, wbrew zaleceniom lekarzy, Tony Stein opuścił statek szpitalny. Zszedł do barki desantowej wracającej na plażę.
Powiedział załodze łodzi, że dostał pozwolenie na powrót do służby. Nie dostał pozwolenia. Zniknął bez pozwolenia ze statku szpitalnego. Ale nikt go nie zatrzymał. Dotarł na plażę o 14:00. Znalazł sierżanta zaopatrzeniowego i kazał mu kupić nowe buty. Stopy miał nadal zabandażowane, ale mógł chodzić. Złapał karabin M1 Grand ze składu zaopatrzenia.
Żądło zniknęło, albo zniszczone, albo używane przez innego marines. Nie miało to znaczenia. Stein wracał do swojej jednostki. Szedł na północ przez Eoimę, 6 mil, przez popiół wulkaniczny, mijając zniszczone pozycje japońskie, spalone czołgi i porozrzucany sprzęt. Minął zespoły rejestracyjne Gravesa zbierające poległych Amerykanów.
Dotarł do pozycji kompanii A na Wzgórzu 362A 27 lutego. Kompania została zredukowana do 63 ludzi z pierwotnej liczebności 240. Ocalali byli wyczerpani. Walczyli nieprzerwanie od 8 dni. Nie mieli odpoczynku, nie mieli wytchnienia, tylko niekończącą się walkę z wrogiem, który nie chciał się poddać. Stein zameldował się dowódcy kompanii. Został natychmiast przywrócony do walki.
Kompania A potrzebowała każdego karabinu. Przez kolejne dwa dni Stein walczył w brutalnej walce wręcz wokół Wzgórza 362A. Bez broni stingerskiej, tylko M1 Garand i granaty. Walka była inna, bez improwizowanego karabinu maszynowego – wolniejsza, bardziej przemyślana, ale Stein nadal był skuteczny.
1 marca 1945 roku Kompania A otrzymała zadanie patrolu rozpoznawczego w celu zlokalizowania kompleksu japońskich bunkrów, które utrudniały natarcie pułku. Patrol składał się z 19 marines. Kapral Tony Stein został mianowany zastępcą dowódcy patrolu. Ich misją było przesunięcie się o około 400 jardów (ok. 365 m), zlokalizowanie pozycji wroga i powrót z przydatnymi informacjami wywiadowczymi. Żadnych szturmów, tylko rozpoznanie.
O godzinie 7:00 1 marca patrol wyruszył z linii Kompanii A. Teren stanowiły grzbiety wulkaniczne i wąwozy, idealne do zasadzek. Japońscy żołnierze zajęli ukryte pozycje w całym obszarze. Snajperzy, gniazda karabinów maszynowych, moździerze, wszyscy ukryci w jaskiniach i tunelach. Patrol poruszał się powoli. 20 jardów. Zatrzymaj się. Obserwuj. Nasłuchuj. Jeszcze 20 jardów. Marines wiedzieli, że japońscy obrońcy ich obserwują.
Pytanie brzmiało, kiedy wróg otworzy ogień. O 7:45 patrol dotarł do grzbietu wznoszącego się nad małą doliną. Stein przesunął się na przód, aby lepiej widzieć teren przed sobą. Przez formacje skalne z wulkanów widział coś, co wyglądało na zakamuflowane pozycje, prawdopodobnie schrony, a może wejścia do jaskiń. Patrol musiał się zbliżyć, aby to potwierdzić.
Stein dał sygnał patrolowi do natarcia. Zrobił krok naprzód. M1 Garand w pogotowiu. Jego stopy, wciąż zabandażowane po bosym biegu sprzed ośmiu dni, bolały go przy każdym kroku. Rany od odłamków w prawym ramieniu i nodze nie zagoiły się całkowicie, ale ruszył naprzód, bo tak należało zrobić. O 7:52 rozległ się pojedynczy strzał.
Kula trafiła Tony’ego Steina w głowę. Upadł natychmiast. Strzał padł z ukrycia, około 200 jardów na północny wschód, z nory pająka lub wejścia do jaskini. Patrol nie mógł dostrzec strzelca. Corman dotarł do Steina w ciągu kilku sekund, ale nic nie mogli zrobić. Rana była śmiertelna. Kapral Tony Stein, lat 23, zginął w popiele wulkanicznym Ewima o godzinie 7:53, 1 marca 1945 roku.
Patrol odpowiedział ogniem w kierunku domniemanej pozycji snajpera. Marines wezwali wsparcie moździerzowe. Obszar był nasycony materiałami wybuchowymi. Nigdy nie potwierdzono, czy snajper zginął w ostrzale. Japońscy żołnierze rzadko zostawiali ciała w miejscu, gdzie mogli je znaleźć Amerykanie. Patrol zakończył swoją misję.
Zidentyfikowali kompleks schronów i wrócili do kompanii A z danymi wywiadowczymi, ale zabrali ze sobą ciało Tony’ego Steina. Wieść o śmierci Steina szybko rozeszła się wśród 28. Marines. Bosonogi kapral, który 19 lutego osiem razy szedł na plażę. Marine, który odmówił ewakuacji po odniesieniu ran.
Narzędziowiec z Dayton, który zbudował broń z odzyskanych części samolotów i użył jej do zniszczenia więcej pozycji wroga, niż ktokolwiek mógłby zliczyć. 2 marca Stein został pochowany na cmentarzu piątej dywizji na Euoimie. Prosty drewniany krzyż oznaczał jego grób, numer służbowy, stopień i jednostkę. Ani słowa o żądle, ani o Medalu Honoru, który później nosił jego imię.
Bitwa o Ewimę trwała przez kolejne 24 dni po śmierci Steina. Walki pozostały brutalne. 28. Pułk Piechoty Morskiej parł na północ, oczyszczając kompleksy jaskiń i pozycje ufortyfikowane. Straty Amerykanów rosły. Do 26 marca, kiedy wyspa została ostatecznie uznana za bezpieczną, zginęło prawie 7000 Amerykanów, a 20 000 zostało rannych. Straty po stronie Japończyków były większe.
Spośród 21 000 obrońców przeżyło mniej niż 1000. Reszta zginęła na swoich pozycjach lub popełniła samobójstwo, zamiast się poddać. Systemy tuneli pod Eoimą zamieniły się w masowe groby. Ale 19 lutego, podczas pierwszych ośmiu godzin walki, Tony Stein i jego improwizowana broń odmieniły losy bitwy. Jego bose biegi uratowały życie dziewięciu rannym marines, którzy zginęliby na plaży.
Jego ogień zaporowy pozwolił Kompanii A nacierać, gdy inne jednostki były w impasie. Jego mechaniczna pomysłowość dała Korpusowi Piechoty Morskiej broń, która na jeden dzień zmieniła taktykę. Pięć innych Stingerów zbudowanych przez Mela Grevicha i Johna Little’a również brało udział w walkach na Euoimie. Dwa zostały zniszczone przez ogień wroga. Jeden zaciął się trwale z powodu przegrzania.
Pozostałe dwa przetrwały bitwę, ale zaginęły w chaosie utylizacji sprzętu po wojnie. Żaden z sześciu oryginalnych Stingerów nie istnieje do dziś. Były to modyfikacje polowe, sprzęt niestandardowy, rodzaj broni, którą wojsko zazwyczaj niszczy, a nie konserwuje. Ale legenda Stingera przetrwała w historii Korpusu Piechoty Morskiej. Rusznikarze i mechanicy usłyszeli tę historię.
Narzędziowiec z Ohio, który ratował karabiny maszynowe samolotów i przerabiał je na broń piechoty. Który biegał boso przez popiół wulkaniczny, aby zapewnić zaopatrzenie swojemu plutonowi. Który odmówił ewakuacji po odniesieniu ran. Który wrócił do walki, gdy powinien był być na statku szpitalnym. W maju 1945 roku podpułkownik Chandler Johnson złożył rekomendację dla Tony’ego Steina do odznaczenia Medalem Honoru.
Rekomendacja szczegółowo opisywała działania Steina z 19 lutego. Osiem wypraw na plażę, ewakuacja rannych marines, zniszczenie pozycji wroga, biegi boso pod ostrzałem. Rekomendacja została poparta przez wszystkich oficerów w łańcuchu dowodzenia, pułku, dywizji, sił morskich floty i Dowództwa Pacyfiku. Wszyscy, którzy zapoznali się z raportami po akcji, byli zgodni.
Kapral Tony Stein wykazał się niezwykłą odwagą i nieustraszonością, ryzykując życie ponad miarę swoich obowiązków. 19 lutego 1946 roku, dokładnie rok po działaniach Steina na Euimie, jego wdowa Joan otrzymała Medal Honoru podczas ceremonii w Kapitolu Stanowym Ohio. Gubernator Ohio Frank Loushi wręczył medal.
Joan Stein stała w swoim biurze, przytłoczona ciężarem dekoracji i wspomnieniami, które symbolizowała. Matka Tony’ego, Rose, uczestniczyła w ceremonii, a łzy spływały jej po twarzy. Jej syn, żydowskie dziecko imigrantów, które rzuciło szkołę średnią, by pracować jako narzędziowiec, otrzymał najwyższe odznaczenie wojskowe w kraju.
W uzasadnieniu Medalu Honoru napisano m.in.: „Pierwszym żołnierzem swojego oddziału, który dotarł na miejsce po uderzeniu na plażę w początkowym ataku, był kapral Stein, uzbrojony w improwizowaną broń typu lotniczego, która osobiście zbudował i zapewnił szybki ogień osłonowy, podczas gdy reszta jego plutonu próbowała zająć pozycję.
Gdy jego towarzysze zostali zatrzymani przez zmasowany ostrzał z karabinów maszynowych i moździerzy, on odważnie wyprostował się i wystawił się na widok wroga, ściągając w ten sposób na siebie wrogi ogień i umożliwiając sobie obserwację położenia niezwykle zaciekłych dział przeciwnika.
Zdeterminowany, by zneutralizować strategicznie rozmieszczoną broń, śmiało atakował kolejne schrony wroga i zdołał zabić 20 z nich podczas zaciekłego, samotnego ataku. Wspomnienie ciągnęło się przez trzy kolejne akapity, szczegółowo opisując każdą z ośmiu jego wizyt na plaży, ewakuowanych rannych marines oraz odmowę skorzystania z pomocy medycznej pomimo odniesionych ran.
Wspomniano w nim o improwizowanej broni typu lotniczego, ale nie użyto nazwy Stinger. Nazwa ta istniała jedynie w ustnej historii Korpusu Piechoty Morskiej. Szczątki Tony’ego Steina spoczywały na Euimie do 1948 roku. W grudniu tego samego roku jego ciało przewieziono do Dayton, gdzie pochowano je z pełnymi honorami wojskowymi.
Ceremonia w kościele Matki Bożej Różańcowej przyciągnęła setki żałobników. Weteranów, rodzinę i cywilów, którzy nigdy go nie spotkali, ale rozumieli, co reprezentował. Został pochowany na cmentarzu Calvary w Dayton, jako jedyny odznaczony Medalem Honoru z tego miasta w czasie II wojny światowej. Na jego nagrobku widnieje jego stopień, jednostka i odznaczenie, które otrzymał. Odwiedzający nadal zostawiają tam monety i małe flagi amerykańskie.
W 1972 roku Marynarka Wojenna Stanów Zjednoczonych przyjęła do służby USS Stein, fregotę klasy Knox, ku jego czci. Okręt służył przez 21 lat, uczestnicząc w operacjach na Oceanie Spokojnym i Indyjskim. Został wycofany ze służby w 1993 roku i ostatecznie zezłomowany, ale nazwisko Tony Stein przetrwało w dokumentach marynarki wojennej. Korpus Piechoty Morskiej zachował jego historię w materiałach szkoleniowych i relacjach historycznych.
Na wyspie Paris, w bazie rekrutów, gdzie nowi marines rozpoczynają służbę, instruktorzy uczą improwizacji i adaptacji w walce. Historia Tony’ego Steina jest częścią tego programu. O narzędziowcu, który zbudował broń z odzyskanych części samolotów. O marine, który biegł boso przez popiół wulkaniczny, aby uratować swoich braci.
Sam Stinger stał się legendą w historii broni palnej. Ian Mcllum z Forgotten Weapons udokumentował konstrukcję i historię broni. Kanadyjskie Muzeum Broni Historycznej zbudowało funkcjonalną replikę w celach edukacyjnych. Replika ta pokazała, co Stein i Grevich osiągnęli, dysponując podstawowymi narzędziami i wiedzą mechaniczną. Wzięli lotniczy karabin maszynowy zaprojektowany do strzelania strumieniami o prędkości 300 mil na godzinę i zaadaptowali go do walki naziemnej.
Rozwiązali problem z siłą ognia Korpusu Piechoty Morskiej dzięki odzyskanym częściom i pomysłowości. Historycy wojskowości spierają się, czy Stinger miał znaczenie taktyczne. Sześć broni w jednym pułku. Ograniczony wpływ na całą bitwę. Ale te sześć broni miało znaczenie dla marines, którzy walczyli u ich boku. Ogień zaporowy umożliwił postępy, które w przeciwnym razie zostałyby zahamowane.
Psychologiczny wpływ 1200 pocisków na minutę sprawił, że w krytycznych momentach wrogowie nie mogli się ruszyć. Nie podlega dyskusji odwaga Tony’ego Steina. Osiem wypraw pod ostrzałem, dziewięciu rannych marines ewakuowanych. Boso biegnie przez wulkaniczny pył. Odmawia ewakuacji rannych, wraca ze statku szpitalnego, by dołączyć do swojej jednostki, prowadzi patrol, który kosztował go życie.
Bosonogi kapral z Dayton reprezentuje fundamentalną ideę Korpusu Piechoty Morskiej. Improwizuj, dostosuj się, przezwyciężaj. Gdy standardowy sprzęt zawodzi, zbuduj coś lepszego. Ranny, walcz dalej. Gdy otrzymasz rozkaz odpoczynku, wróć do swojej jednostki. W obliczu niemożliwych szans, ruszaj naprzód. Tony Stein miał 23 lata, gdy zmarł. Służył w piechocie morskiej od 2 lat i 5 miesięcy. Walczył na dwóch wyspach.
Zabił więcej wrogich żołnierzy, niż oficjalne źródła są w stanie zliczyć. Uratował dziewięć istnień w ciągu jednego dnia. I dokonał tego wszystkiego bronią, którą pomógł zbudować w warsztacie naprawczym na Hawajach. Jeśli ta historia poruszyła Cię tak, jak poruszyła nas, zrób mi przysługę i kliknij „Lubię to”. Każdy lajk podpowiada YouTube, żeby pokazał tę historię większej liczbie osób. Subskrybuj i włącz powiadomienia.
Codziennie ratujemy zapomniane historie z zakurzonych archiwów. Historie o ślusarzach i żołnierzach piechoty morskiej, którzy ratowali życie bronią z odzysku i bosą odwagą. Prawdziwi ludzie, prawdziwe bohaterstwo. Zostaw komentarz i powiedz nam, skąd oglądasz. Czy oglądasz ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Kanady, Australii? Nasza społeczność rozciąga się na cały świat. Nie jesteś tylko widzem. Pomagasz nam podtrzymywać te wspomnienia przy życiu.
Podaj nam swoją lokalizację. Powiedz nam, czy ktoś z Twojej rodziny służył w wojsku. Daj nam znać, że tu jesteś. Dziękujemy za uwagę i za to, że dbasz o to, by Tony Stein nie zniknął w ciszy. Ci ludzie zasługują na pamięć, a Ty pomagasz nam to osiągnąć.




